Archiwum dla marzec, 2007

Czerwony pieprz w walce z nadwagą

Jeden z podstawowych składników czerwonego pieprzu – kapsaicyna – zapobiega rozwojowi komórek tłuszczowych i może pomagać w walce z nadwagą – piszą azjatyccy naukowcy w marcowym numerze pisma “Journal of Agricultural and Food Chemistry”.

Gow-Chin Yen i Chin-Lin Hsu z National Chung Hsing University w Tajwanie dowiedli, że ta niepozorna cząsteczka chemiczna potrafi skutecznie hamować przemianę niedojrzałych komórek tłuszczowych (preadipocytów) w komórki dorosłe (adipocyty). Dzięki temu obniża w organizmie poziom tkanki tłuszczowej.

Jej działanie polega na dostarczaniu specyficznego sygnału biochemicznego do adipocytów. Komórki, które go otrzymują, wchodzą na drogę apoptozy, czyli zaprogramowanej śmierci i ulegają samozniszczeniu. Odkrycie naukowców potwierdza fakt, że w treści żołądkowej mieszkańców Azji, znanych z upodobania do ostrych przypraw (w tym czerwonego pieprzu) i rzadko zmagających się z problemem nadwagi, jest znacznie wyższy poziom kapsaicyny niż w organizmach przedstawicieli innych nacji.

zrodlo: onet.pl

Dodaj komentarz

Pomidory pełne kwasu foliowego

Naukowcy tak zmienili genetycznie pomidory, że zawierają one do 25 razy więcej kwasu foliowego niż pomidory naturalne – informuje tygodnik “Proceedings of the National Academy of Sciences”.

Kwas foliowy to witamina z grupy B. Jest on ważnym elementem diety, którego człowiek sam nie potrafi zsyntetyzować. Tymczasem kwas foliowy reguluje różne procesy metaboliczne w organizmie, uczestniczy w syntezie puryn, pirymidyn i niektórych aminokwasów. Z witaminą B12 współuczestniczy w regulacji tworzenia i dojrzewania czerwonych krwinek. Niedobór kwasu foliowego podczas ciąży grozi wadami płodu, np. rozszczepem kręgosłupa.

Kwas foliowy jest bardzo rozpowszechniony w przyrodzie. Występuje w tkankach wielu roślin i zwierząt. Duże jego ilości występują w szpinaku, brokułach, orzechach, słoneczniku, wątróbce, kiełkach pszenicy i owocach, na przykład w bananach czy pomarańczach, oraz w drożdżach. Mimo to łatwo o jego niedobór. Aby temu zapobiec, kwasem foliowym wzbogaca się wiele produktów zbożowych. W krajach rozwiniętych takie wzbogacanie na dużą skalę bywa jednak problematyczne. Niektórzy eksperci mają też obawy co do skuteczności sztucznego kwasu foliowego. Uważa się, że w rozwiązaniu obu tych problemów mogłoby pomóc zwiększenie stężenia naturalnego kwasu foliowego w roślinach, które trafiają na nasze stoły.

Ostatnio grupa inżynierów genetycznych z Uniwersytetu Florydy tak zmodyfikowała dwa różne szczepy pomidorów, że w każdym z nich uzyskiwano nadprodukcję jednego z dwóch prekursorów kwasu foliowego.

Później oba szczepy skrzyżowano, otrzymując roślinę o owocach zawierających 25 razy więcej kwasu foliowego niż mają go zwykłe, nawet bardzo dojrzałe pomidory.

Gdy pomidory zebrano jako zielone, a później sztucznie je dojrzewano (jak to się robi w handlu) i tak zawierały one 15 razy więcej kwasu foliowego niż normalnie.

Transgeniczne pomidory nie różniły się wyglądem od klasycznych.

Według naukowców, stężenie prekursorów kwasu foliowego ma w genetycznie zmienionych roślinach najprawdopodobniej bezpieczny poziom. Muszą to jednak potwierdzić dalsze badania.

Zabiegi wykonane na szczepach pomidorów można będzie stosować także w przypadku innych roślin – sugerują naukowcy.

Dodaj komentarz

Naukowcy potwierdzili skuteczność diety Atkinsa

Amerykańscy naukowcy potwierdzili skuteczność popularnej diety Atkinsa. Badania dowiodły, że ograniczenie spożywanych węglowodanów istotnie pozwala schudnąć.

Eksperci z Uniwersytetu Stanforda przez rok obserwowali trzysta kobiet stosujących cztery różne diety mające pomóc w odchudzaniu. Dieta Atkinsa okazała się najskuteczniejsza – te kobiety które ją stosowały, schudły średnio po pięć kilo.

Odnotowano też u nich spadek poziomu cholesterolu i obniżone ciśnienie krwi. Konkurencyjne diety, takie jak LEARN czy ZONE miały wyniki znacznie słabsze. Dieta Atkinsa, polegająca na wyeliminowaniu między innymi cukru, chleba, ziemniaków czy ryżu nadal budzi jednak wiele kontrowersji. Sceptycy mówią, że na przy dłuższym jej stosowaniu organizm jest pozbawiony niektórych minerałów czy witamin, co może być niebezpieczne dla zdrowia.

zrodlo: onet.pl

Dodaj komentarz

Miedź dobra dla serca

Odpowiednia dawka miedzi w codziennej diecie może korzystnie wpływać na serce – informuje “Journal of Experimental Medicine”.

Wiadomo, że w dużych dawkach miedź jest toksyczna – powoduje niedokrwistość, uszkadza wątrobę i nerki. Jednak małe dawki są niezbędne dla zdrowia – miedź bierze udział na przykład w reakcjach utleniania i tworzeniu tkanki łącznej.

Naukowcy z University of Louisville Medical Center oraz USDA Human Nutrition Research Center przeprowadzili badania na poddanych stresowi myszach. Okazało się, że suplementy miedzi ochroniły ich serca przed patologicznym powiększeniem i niewydolnością krążenia. Grupa kontrolna, która dostawała za mało miedzi, miała kłopoty z sercem. Ochronny efekt miedzi ma prawdopodobnie związek z wytwarzaniem białka, pod wpływem którego rosną nowe naczynia krwionośne. Jeśli by wyniki badań na myszach odnieść do ludzi, potrzebowalibyśmy około 3 miligramów (tysięcznych części grama) na dobę. Dobre źródła miedzi to na przykład awokado, fasola, groch, orzechy, soczewica, ziarno pszenicy, szpinak, rodzynki, śliwki, wątróbka, nerki, ryby, kraby oraz krewetki. Gotowanie potraw w miedzianych naczyniach może podnosić jej zawartość w gotowych daniach – niekiedy aż za bardzo.

Typowe objawy niedoboru miedzi to między innymi niedokrwistość, podwyższony poziom cholesterolu, obrzęki, wypadanie włosów. Miedzi często brakuje osobom po 55. roku życia, chorym na nerki, pacjentom po oparzeniach i ciężkich urazach, a także alkoholikom i narkomanom.

Dodaj komentarz

Mniej kalorii – dłuższe życie

Ograniczenie liczby spożywanych kalorii pozwala zmniejszyć obciążenie organizmu i przedłuża życie – informuje serwis “EurekAlert”.

Wcześniejsze prace wykazały, że mniej kaloryczne odżywiane myszy żyły dłużej i starzały się wolniej – prawdopodobnie stres oksydacyjny związany z koniecznością spalenia wysokokaloryczengo pokarmu sprzyja starzeniu.

Mniejszym uszkodzeniom ulegały u nich zarówno DNA, jak i białka czy lipidy organizmu. Rzadziej występowały również związane z wiekiem choroby przewlekłe – nowotwory, choroby serca czy udar mózgu. Niskokaloryczna dieta zmniejsza też ryzyko zaburzeń metabolicznych, na przykład cukrzycy. Zdaniem naukowców także ludzie, których dieta jest niskokaloryczna, mogą żyć dłużej od tych, którzy się objadają.

Specjaliści z Pennington Biomedical Research Center przeprowadzili badania na 36 osobach z nadwagą, ale jeszcze nie otyłych. Badanych podzielono na trzy grupy – pierwsza otrzymywała 100 procent należnych kalorii, druga – tylko 75 procent, ostatnia – o 12,5 procenta mniej kalorii niż pierwsza przy czym jednocześnie należące do niej osoby musiały wydatkować o 12,5 procenta więcej energii na ćwiczenia.

Okazało się, że ograniczenie kalorii zarówno samo, jak i w połączeniu z wysiłkiem, zmniejszyło w ciągu 6 miesięcy całkowite zapotrzebowanie na energię, co sugeruje lepsze funkcjonowanie wytwarzających energię mitochondriów.

zrodlo: onet.pl

Dodaj komentarz

Wzbogacone kakao służy naczyniom krwionośnym

Codzienne picie kakao o podwyższonej zawartości flawanoli może polepszać funkcjonowanie naczyń krwionośnych podobnie jak terapia statynami – informuje “Journal of Cardiovascular Pharmacology”.

Naukowcy zastosowali kakao które nie zostało poddane typowej obróbce i dzięki temu zachowało wysoki poziom flawanoli, obecnych w owocach kakaowca. Zwykłe kakao ani czekolada nie zawierają aż tyle flawanoli.

Napój o zawartości flawanoli od 28 do 918 miligramów podawano grupie palących kobiet, o których wiadomo było, że mają problemy z naczyniami krwionośnymi. Okazało się, że flawanole polepszają funkcjonowanie ścian naczyń krwionośnych, co zapobiega chorobom takim jak miażdżyca. Optymalny efekt występował w dwie godziny po przyjęciu flawanoli – niezależnie od dawki.

Picie wzbogaconego kakao przez tydzień dawało taki efekt, jak długotrwałe podawanie statyn – 179 miligramów flawanoli polepszał czynność naczyń o 50 procent, a najwyższa dawka 918 miligramów wydawała się przywracać funkcjonowanie naczyń do stanu typowego dla osób zupełnie zdrowych. Po odstawieniu flawanoli stna naczyń wracał do poziomu sprzed eksperymentu.

Wbrew często spotykanym w popularnej prasie stwierdzeniom, korzystny wpływ flawanoli wydawał się być niezależny od ich przeciwutleniającego działania

Planowane sa dalsze, zakrojone na większą skalę badania w celu potwierdzenia uzyskanych rezultatów. Współpracująca z naukowcami firma produkującą czekoladę i kakao opracowała już specjalny proces przetwarzania kakao, pozwalający zachować więcej flawanoli.

zrodlo: onet.pl

Dodaj komentarz

Spacery pomagają wrócić do formy sprzed ciąży

Świeżo upieczone mamy, które dużo spacerują, łatwiej tracą kilogramy po ciąży niż te tkwiące przed telewizorem. Potwierdziły to badania prowadzone na 900 kobietach.

Młode mamy, które regularnie spacerowały, najrzadziej “zachowywały” kilogramy “zyskane” podczas ciąży – potwierdza dr Emily Oken i jej zespół z Harvard Medical School w Bostonie w “American Journal of Preventive Medicine”.

Podobna prawidłowość dotyczyła pań, które rzadziej zasiadały przed telewizorem oraz tych, które zjadały mniej tzw. trans-tłuszczów. Te nienasycone tłuszcze występują w wielu gotowych przekąskach i przemysłowych wypiekach. Naukowcy twierdzą, że podnoszą one poziom tzw. złego cholesterolu, sprzyjając chorobom miażdżycowym. – Okres ciąży to czas szczególnego ryzyka przybierania na wadze przez kobietę – zauważyła Oken. Według niej, zmiana zachowań we wczesnym okresie poporodowym – takich jak dieta, oglądanie telewizji i spacerowanie – mogą wpłynąć na ryzyko zachowania wagi przez kobietę.

Podczas badania kobiety przez pół roku od urodzenia dziecka informowały naukowców o diecie, nawykach związanych z ćwiczeniami i oglądaniem telewizji.

Naukowcy wyliczyli, że matki, które spacerowały przez co najmniej pół godziny dziennie, oglądały telewizję przez mniej niż dwie godziny dziennie i jadły stosunkowo mało trans-tłuszczów, w rok po porodzie najrzadziej zachowywały wrzucone podczas ciąży kilogramy.

Wykazano, że korzyści ze spacerów, ograniczenia telewizji i unikanie trans-tłuszczów kumulują się. Można więc uznać, że kobiety przestrzegające wszystkich tych trzech zasad skorzystają na tym najwięcej i najłatwiej wrócą do formy sprzed ciąży.

W porównaniu z kobietami, które ponad ruch przedkładały telewizję, ryzyko, że z ciąży zostanie im 6 kg, malało o 77 proc.

Młode matki nie muszą więc w pocie czoła zrzucać nadmiaru tłuszczu – uczestniczyć w maratonach czy spędzać dni na siłowni. Wystarczy codzienny spacer, czy to na bieżni, czy na dworze z wózkiem oraz rozsądna dieta.

Dodaj komentarz

Jedzenie ryb poprawia nastrój

Kwasy tłuszczowe omega-3, w które obfitują tłuste ryby, takie jak łosoś, makrela czy tuńczyk, zwiększają objętość istoty szarej w tych obszarach mózgu, które odpowiadają za nastrój i zachowanie – zaobserwowali naukowcy z USA.

Zdaniem autorów badań, o których informuje serwis internetowy “EurekAlert”, odkrycie to pomoże zrozumieć, na czym polega przeciwdepresyjne działanie kwasów omega-3.

Jak dowodzą liczne badania, kwasy tłuszczowe omega-3 mają bardzo pozytywny wpływ na ludzkie zdrowie. Obniżają m.in. poziom cholesterolu, przez co pomagają utrzymać zdrowe serce i układ krążenia, mogą też chronić przed innymi chorobami o podłożu zapalnym, jak zapalenie stawów, toczeń układowy czy astma. Ich bogatym źródłem są tłuste ryby morskie – tuńczyk, łosoś, śledź, sardynki i makrela.

Naukowcy obserwowali ponadto, że omega-3 mogą regulować nastrój. Na przykład osoby, których dieta jest uboga w tłuszcze rybie i które mają niski poziom kwasów omega-3 we krwi, są często negatywnie nastawione do rzeczywistości i skłonne do zaburzeń nastroju, w tym depresji czy reakcji impulsywnych. Z drugiej strony, ci, którzy mają wyższe stężenie omega-3 we krwi, są przyjaźnie nastawieni do świata i mniej podatni na depresję.

Najnowsza praca badaczy z Uniwersytetu w Pittsburgu pozwala lepiej zrozumieć mechanizm, który odpowiada za przeciwdepresyjne działanie omega-3.

W doświadczeniu udział wzięło 55 zdrowych osób. Zebrano informacje na temat ilości spożywanych przez pacjentów długołańcuchowych tłuszczów omega-3. Objętość istoty szarej mózgu (czyli kory mózgu) każdego pacjenta oceniano w badaniu z użyciem techniki tzw. strukturalnego rezonansu magnetycznego o dużej rozdzielczości.

Okazało się, że osoby, których dieta była bogata w długołańcuchowe kwasy omega-3, miały też większą objętość istoty szarej w strukturach mózgu odpowiedzialnych za emocje i nastrój, takich jak kora tylnego zakrętu obręczy, prawe jądro migdałowate i prawy hipokamp. Właśnie w tych obszarach u pacjentów z zaburzeniami nastroju, np. poważną odmianą depresji – tzw. dużą depresją, obserwuje się redukcję istoty szarej, przypominają autorzy pracy.

Zdaniem biorącej udział w badaniach dr Sarah M. Conklin, wyniki te sugerują, że dieta bogata w tłuszcze rybie wpływa wpływają korzystnie na strukturę obszarów mózgu związanych z regulacją nastroju i pobudzeniem emocjonalnym. Badaczka zaznacza jednak, że aby potwierdzić to odkrycie trzeba będzie przeprowadzić znacznie więcej badań.

Naukowcy poinformowali o wynikach swoich badań na dorocznym spotkaniu American Psychosomatic Society , które odbywa się w Budapeszcie.

zrodlo: onet.pl

Dodaj komentarz

“Zespół Wernickego” po operacji odchudzającej

Chirurgiczne operacje odchudzające, takie jak zmniejszenie żołądka, mogą prowadzić do poważnych niedoborów witaminy B1 w organizmie, które powodują chorobę neurologiczną – tzw. zespół Wernickego.

Objawiający się on oczopląsem, niezbornością ruchów, zaburzeniami pamięci i świadomości – wynika z amerykańskich badań, o których informuje pismo “Neurology”.

Zespół Wernickego, określany też jako encefalopatia Wernickego, jest schorzeniem neurologicznym spowodowanym zaburzeniami w ośrodkowym układzie nerwowym. Rozwija się głównie u alkoholików jako efekt niedoborów witaminy B1 (tiaminy). Oprócz problemów z koordynacją ruchową, widzeniem oraz zaburzeniami pamięci i świadomości, u osób cierpiących na to schorzenie mogą pojawić się zaburzenia snu – bezsenność czy nadmierna senność.

Wiadomo, że pacjenci, którzy w ramach terapii odchudzającej poddają się chirurgicznej operacji zmniejszania żołądka, narażeni są na braki niektórych minerałów, np. żelaza oraz witamin – głównie B12 oraz B1.

Aby sprawdzić, jak często u osób z tej grupy rozwija się zespół Wernickego, badacze z Uniwersytetu Wake Forest w Winston-Salem (stan Północna Karolina) analizowali różne naukowe doniesienia na ten temat. Dotyczyły one łącznie 32 pacjentów.

Okazało się, że zespół Wernickego występował najczęściej u pacjentów, którzy po operacji zmniejszania żołądka dużo wymiotowali. U tych osób objawy choroby pojawiały się przeważnie w ciągu 1-3 miesięcy po operacji, a w jednym przypadku nawet po 18 miesiącach.

Wielu z chorych, oprócz objawów typowych dla zespołu Wernickego, miało inne dolegliwości neurologiczne, takie jak drgawki, problemy ze słuchem, zaburzenia psychotyczne, osłabienie mięśni oraz ból i drętwienie stóp czy dłoni.

- Pacjenci po chirurgicznej operacji odchudzającej, którzy zaczynają odczuwać którekolwiek z wymienionych objawów, powinni jak najszybciej skontaktować się z lekarzem – uważa główny autor pracy, Sonal Singh. Zadaniem lekarza jest z kolei ocena, czy taki chory nie cierpi na niedobory witaminy B1 i jak najszybsze jej uzupełnienie. Witaminę podaje się zwykle dożylnie bądź w zastrzykach.

Jeśli leczenie podejmie się odpowiednio szybko, to jego efekty są przeważnie pozytywne, podkreśla Singh. Na 32 przeanalizowane przez niego przypadki, 13 pacjentów wróciło do zdrowia. Ale u wielu chorych ciągle utrzymywały się takie problemy, jak zaburzenia pamięci, osłabienie i trudności z koordynacją ruchową.

Zdaniem dra Singha, potrzebne są dalsze badania, które pozwolą określić faktyczną częstotliwość występowania zespołu Wernickego po operacji zmniejszania żołądka. Ważne jest również opracowanie standardów określających dawki witaminy B1, które lekarze powinni podawać pacjentom po takiej operacji.

zrodlo: onet.pl

Dodaj komentarz

Ostrożniej z witaminami?

Łykanie witamin wcale nie wydłuży nam życia, a nawet może je skrócić – twierdzą duńscy naukowcy. Jednak dla wielu uczonych wyniki tych badań nie są niepokojące

Witaminy A, D, C i E czy suplementy diety, jak np. beta-karoten, są już stałym elementem naszych zakupów. Po większość z nich nie trzeba nawet wybierać się do apteki – wystarczy pójść do najbliższego sklepu spożywczego czy na stację benzynową. Są wszędobylskie, bo przecież nie tylko utrzymują nas w dobrym zdrowiu, ale też wydłużają życie, walcząc z procesami starzenia się naszych organizmów.

Jednak wczoraj na łamach pisma “Journal of the American Medical Association” (“JAMA”) naukowcy postawili szokującą tezę: witaminy i suplementy nie tylko nas nie chronią, ale mogą nawet zwiększać ryzyko śmierci . Czy mają rację?

Szał na urodę ciał

Zdecydowana większość ekspertów skłaniała się w ostatnich latach do przekonania, że dodatkowe zażywanie witamin w tabletkach pomaga w profilaktyce wielu groźnych chorób. Szczególnie ważną rolę miały tu odgrywać związki zaliczane do tzw. przeciwutleniaczy, czyli np. witaminy A, C i E, beta-karoten i preparaty selenu. Niszczą one wolne rodniki, które przyczyniają się do rozwoju schorzeń układu krążenia i nowotworów. Naturalna obawa przed tymi chorobami wraz z intensywnym marketingiem suplementów sprawiły, że ludzie masowo zaczęli włączać przeciwutleniacze do swojej diety.

Ogromny rynek otworzył się ostatnio dla tzw. nutrikosmetyków, które dbają o urodę od wewnątrz. Z badań przeprowadzonych przez TNS OBOP wynika, że obecnie co druga Polka w wieku powyżej 15 lat stosuje preparaty witaminowe pomagające w pielęgnacji urody.

Jak się szacuje, witaminy i suplementy żywieniowe regularnie stosuje 10 do 20 proc. dorosłych Europejczyków i Amerykanów. To oznacza 80-160 mln konsumentów. Tylko w ubiegłym roku mieszkańcy USA wydali na te środki 2,3 mld dolarów. Teraz może się to zmienić.

Zespół kierowany przez dr. Christiana Gluuda i dr. Gorana Bjelakovica ze szpitala uniwersyteckiego w Kopenhadze przeanalizował 68 programów badawczych, w których udział wzięło ponad 232 tys. uczestników pochodzących z Europy, obu Ameryk, Azji i Australii. Ich celem było sprawdzenie, czy stosowanie najpopularniejszych przeciwutleniaczy rzeczywiście w jakikolwiek sposób wpływa na wskaźniki śmiertelności. Okazało się, że nie. “Nie stwierdziliśmy, by środki te znacząco zmniejszały bądź zwiększały ryzyko zgonu” – piszą w “JAMA” autorzy artykułu. Był to jednak dopiero początek ich pracy.

Gluud i Bjelakovic postanowili zaostrzyć kryteria porównywanych przez siebie badań. Do drugiego etapu zakwalifikowali tylko 47 programów, których jakość przeprowadzenia, a co za tym idzie, także wiarygodność wyników, były w ocenie naukowców najwyższe. Udział wzięło w nich ok. 181 tys. osób, z których część stosowała witaminy, a część placebo – nieaktywną biologicznie substancję. To właśnie wyniki tej drugiej analizy wywołują prawdziwe niedowierzanie.

Okazało się, że w porównaniu z ochotnikami zażywającymi placebo osoby zażywające witaminę E miały o 4 proc., beta-karoten o 7 proc., a witaminę A aż o 16 proc. większe ryzyko zgonu.

W przypadku witaminy C potwierdziło się, że nie ma ona wpływu na śmiertelność. Jedynym przeciwutleniaczem, który zmniejszał ryzyko śmierci, był selen.

Łykać? Nie łykać? Na pewno jeść

Dla naukowców z Kopenhagi wyniki ich badań nie pozostawiają wątpliwości. Christian Gluud pisze wprost, że: “witaminy A i E oraz beta-karoten nie powinny być od tej chwili rekomendowane dla konsumentów”. Uważa on, że niekorzystny wpływ tych produktów wynika z tego, że jako środki całkowicie syntetyczne nie przeszły tak rygorystycznych badań pod kątem toksyczności jak większość leków i środków farmaceutycznych opartych na składnikach biologicznych. Według niego pochopne eliminowanie wolnych rodników może ponadto zakłócać naturalne mechanizmy obronne naszego organizmu.

Zupełnie innego zdania jest prof. Meir Stampfer zajmujący się żywieniem i epidemiologią w Harvard School of Public Health. – Ta praca na pewno nie skłoni mnie do odstawienia witamin – powiedział w wywiadzie dla agencji AP.

Stampfer uważa, że analizowane przez Duńczyków badania zbyt różniły się od siebie, by na ich podstawie wyciągać tak daleko idące wnioski. – Trudno porównać program, w którym przez trzy miesiące obserwowano 109 rezydentów domu spokojnej starości, z programem, w którym udział wzięło 22 tys. lekarzy płci męskiej obserwowanych przez 12 lat. W takich przypadkach bardzo łatwo o mylną interpretację wyników – przekonuje Stampfer.

Podobny zarzut stawia Donald Berry kierujący departamentem biostatystyki na University of Texas. – Choć Duńczycy przekonali mnie, iż przeciwutleniacze nie chronią naszego zdrowia, to nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że mogą one zwiększać ryzyko śmierci. Przy tego typu analizach istnieje po prostu zbyt wiele możliwych interpretacji do wyboru – powiedział Berry.

Jak zakończy się ten spór – nie wiadomo. Jedno jest pewne – choćby dlatego, że dotyczy biznesu wartego miliardy dolarów – będzie długi i burzliwy.

Wydaje się, że na razie najrozsądniejszy głos w dyskusji należy do zwolenników tezy, iż najzdrowsza jest po prostu odpowiednia dieta bogata w naturalne witaminy pochodzące z warzyw i owoców.

zrodlo: gazeta.pl

........

Dodaj komentarz