Miedź dobra dla serca

marzec 16, 2007

Odpowiednia dawka miedzi w codziennej diecie może korzystnie wpływać na serce - informuje “Journal of Experimental Medicine”.

Wiadomo, że w dużych dawkach miedź jest toksyczna - powoduje niedokrwistość, uszkadza wątrobę i nerki. Jednak małe dawki są niezbędne dla zdrowia - miedź bierze udział na przykład w reakcjach utleniania i tworzeniu tkanki łącznej.

Naukowcy z University of Louisville Medical Center oraz USDA Human Nutrition Research Center przeprowadzili badania na poddanych stresowi myszach. Okazało się, że suplementy miedzi ochroniły ich serca przed patologicznym powiększeniem i niewydolnością krążenia. Grupa kontrolna, która dostawała za mało miedzi, miała kłopoty z sercem. Ochronny efekt miedzi ma prawdopodobnie związek z wytwarzaniem białka, pod wpływem którego rosną nowe naczynia krwionośne. Jeśli by wyniki badań na myszach odnieść do ludzi, potrzebowalibyśmy około 3 miligramów (tysięcznych części grama) na dobę. Dobre źródła miedzi to na przykład awokado, fasola, groch, orzechy, soczewica, ziarno pszenicy, szpinak, rodzynki, śliwki, wątróbka, nerki, ryby, kraby oraz krewetki. Gotowanie potraw w miedzianych naczyniach może podnosić jej zawartość w gotowych daniach - niekiedy aż za bardzo.

Typowe objawy niedoboru miedzi to między innymi niedokrwistość, podwyższony poziom cholesterolu, obrzęki, wypadanie włosów. Miedzi często brakuje osobom po 55. roku życia, chorym na nerki, pacjentom po oparzeniach i ciężkich urazach, a także alkoholikom i narkomanom.


Mniej kalorii - dłuższe życie

marzec 16, 2007

Ograniczenie liczby spożywanych kalorii pozwala zmniejszyć obciążenie organizmu i przedłuża życie - informuje serwis “EurekAlert”.

Wcześniejsze prace wykazały, że mniej kaloryczne odżywiane myszy żyły dłużej i starzały się wolniej - prawdopodobnie stres oksydacyjny związany z koniecznością spalenia wysokokaloryczengo pokarmu sprzyja starzeniu.

Mniejszym uszkodzeniom ulegały u nich zarówno DNA, jak i białka czy lipidy organizmu. Rzadziej występowały również związane z wiekiem choroby przewlekłe - nowotwory, choroby serca czy udar mózgu. Niskokaloryczna dieta zmniejsza też ryzyko zaburzeń metabolicznych, na przykład cukrzycy. Zdaniem naukowców także ludzie, których dieta jest niskokaloryczna, mogą żyć dłużej od tych, którzy się objadają.

Specjaliści z Pennington Biomedical Research Center przeprowadzili badania na 36 osobach z nadwagą, ale jeszcze nie otyłych. Badanych podzielono na trzy grupy - pierwsza otrzymywała 100 procent należnych kalorii, druga - tylko 75 procent, ostatnia - o 12,5 procenta mniej kalorii niż pierwsza przy czym jednocześnie należące do niej osoby musiały wydatkować o 12,5 procenta więcej energii na ćwiczenia.

Okazało się, że ograniczenie kalorii zarówno samo, jak i w połączeniu z wysiłkiem, zmniejszyło w ciągu 6 miesięcy całkowite zapotrzebowanie na energię, co sugeruje lepsze funkcjonowanie wytwarzających energię mitochondriów.

zrodlo: onet.pl


Wzbogacone kakao służy naczyniom krwionośnym

marzec 16, 2007

Codzienne picie kakao o podwyższonej zawartości flawanoli może polepszać funkcjonowanie naczyń krwionośnych podobnie jak terapia statynami - informuje “Journal of Cardiovascular Pharmacology”.

Naukowcy zastosowali kakao które nie zostało poddane typowej obróbce i dzięki temu zachowało wysoki poziom flawanoli, obecnych w owocach kakaowca. Zwykłe kakao ani czekolada nie zawierają aż tyle flawanoli.

Napój o zawartości flawanoli od 28 do 918 miligramów podawano grupie palących kobiet, o których wiadomo było, że mają problemy z naczyniami krwionośnymi. Okazało się, że flawanole polepszają funkcjonowanie ścian naczyń krwionośnych, co zapobiega chorobom takim jak miażdżyca. Optymalny efekt występował w dwie godziny po przyjęciu flawanoli - niezależnie od dawki.

Picie wzbogaconego kakao przez tydzień dawało taki efekt, jak długotrwałe podawanie statyn - 179 miligramów flawanoli polepszał czynność naczyń o 50 procent, a najwyższa dawka 918 miligramów wydawała się przywracać funkcjonowanie naczyń do stanu typowego dla osób zupełnie zdrowych. Po odstawieniu flawanoli stna naczyń wracał do poziomu sprzed eksperymentu.

Wbrew często spotykanym w popularnej prasie stwierdzeniom, korzystny wpływ flawanoli wydawał się być niezależny od ich przeciwutleniającego działania

Planowane sa dalsze, zakrojone na większą skalę badania w celu potwierdzenia uzyskanych rezultatów. Współpracująca z naukowcami firma produkującą czekoladę i kakao opracowała już specjalny proces przetwarzania kakao, pozwalający zachować więcej flawanoli.

zrodlo: onet.pl


Jedzenie ryb poprawia nastrój

marzec 16, 2007

Kwasy tłuszczowe omega-3, w które obfitują tłuste ryby, takie jak łosoś, makrela czy tuńczyk, zwiększają objętość istoty szarej w tych obszarach mózgu, które odpowiadają za nastrój i zachowanie - zaobserwowali naukowcy z USA.

Zdaniem autorów badań, o których informuje serwis internetowy “EurekAlert”, odkrycie to pomoże zrozumieć, na czym polega przeciwdepresyjne działanie kwasów omega-3.

Jak dowodzą liczne badania, kwasy tłuszczowe omega-3 mają bardzo pozytywny wpływ na ludzkie zdrowie. Obniżają m.in. poziom cholesterolu, przez co pomagają utrzymać zdrowe serce i układ krążenia, mogą też chronić przed innymi chorobami o podłożu zapalnym, jak zapalenie stawów, toczeń układowy czy astma. Ich bogatym źródłem są tłuste ryby morskie - tuńczyk, łosoś, śledź, sardynki i makrela.

Naukowcy obserwowali ponadto, że omega-3 mogą regulować nastrój. Na przykład osoby, których dieta jest uboga w tłuszcze rybie i które mają niski poziom kwasów omega-3 we krwi, są często negatywnie nastawione do rzeczywistości i skłonne do zaburzeń nastroju, w tym depresji czy reakcji impulsywnych. Z drugiej strony, ci, którzy mają wyższe stężenie omega-3 we krwi, są przyjaźnie nastawieni do świata i mniej podatni na depresję.

Najnowsza praca badaczy z Uniwersytetu w Pittsburgu pozwala lepiej zrozumieć mechanizm, który odpowiada za przeciwdepresyjne działanie omega-3.

W doświadczeniu udział wzięło 55 zdrowych osób. Zebrano informacje na temat ilości spożywanych przez pacjentów długołańcuchowych tłuszczów omega-3. Objętość istoty szarej mózgu (czyli kory mózgu) każdego pacjenta oceniano w badaniu z użyciem techniki tzw. strukturalnego rezonansu magnetycznego o dużej rozdzielczości.

Okazało się, że osoby, których dieta była bogata w długołańcuchowe kwasy omega-3, miały też większą objętość istoty szarej w strukturach mózgu odpowiedzialnych za emocje i nastrój, takich jak kora tylnego zakrętu obręczy, prawe jądro migdałowate i prawy hipokamp. Właśnie w tych obszarach u pacjentów z zaburzeniami nastroju, np. poważną odmianą depresji - tzw. dużą depresją, obserwuje się redukcję istoty szarej, przypominają autorzy pracy.

Zdaniem biorącej udział w badaniach dr Sarah M. Conklin, wyniki te sugerują, że dieta bogata w tłuszcze rybie wpływa wpływają korzystnie na strukturę obszarów mózgu związanych z regulacją nastroju i pobudzeniem emocjonalnym. Badaczka zaznacza jednak, że aby potwierdzić to odkrycie trzeba będzie przeprowadzić znacznie więcej badań.

Naukowcy poinformowali o wynikach swoich badań na dorocznym spotkaniu American Psychosomatic Society , które odbywa się w Budapeszcie.

zrodlo: onet.pl


Ostrożniej z witaminami?

marzec 1, 2007

Łykanie witamin wcale nie wydłuży nam życia, a nawet może je skrócić - twierdzą duńscy naukowcy. Jednak dla wielu uczonych wyniki tych badań nie są niepokojące

Witaminy A, D, C i E czy suplementy diety, jak np. beta-karoten, są już stałym elementem naszych zakupów. Po większość z nich nie trzeba nawet wybierać się do apteki - wystarczy pójść do najbliższego sklepu spożywczego czy na stację benzynową. Są wszędobylskie, bo przecież nie tylko utrzymują nas w dobrym zdrowiu, ale też wydłużają życie, walcząc z procesami starzenia się naszych organizmów.

Jednak wczoraj na łamach pisma “Journal of the American Medical Association” (”JAMA”) naukowcy postawili szokującą tezę: witaminy i suplementy nie tylko nas nie chronią, ale mogą nawet zwiększać ryzyko śmierci . Czy mają rację?

Szał na urodę ciał

Zdecydowana większość ekspertów skłaniała się w ostatnich latach do przekonania, że dodatkowe zażywanie witamin w tabletkach pomaga w profilaktyce wielu groźnych chorób. Szczególnie ważną rolę miały tu odgrywać związki zaliczane do tzw. przeciwutleniaczy, czyli np. witaminy A, C i E, beta-karoten i preparaty selenu. Niszczą one wolne rodniki, które przyczyniają się do rozwoju schorzeń układu krążenia i nowotworów. Naturalna obawa przed tymi chorobami wraz z intensywnym marketingiem suplementów sprawiły, że ludzie masowo zaczęli włączać przeciwutleniacze do swojej diety.

Ogromny rynek otworzył się ostatnio dla tzw. nutrikosmetyków, które dbają o urodę od wewnątrz. Z badań przeprowadzonych przez TNS OBOP wynika, że obecnie co druga Polka w wieku powyżej 15 lat stosuje preparaty witaminowe pomagające w pielęgnacji urody.

Jak się szacuje, witaminy i suplementy żywieniowe regularnie stosuje 10 do 20 proc. dorosłych Europejczyków i Amerykanów. To oznacza 80-160 mln konsumentów. Tylko w ubiegłym roku mieszkańcy USA wydali na te środki 2,3 mld dolarów. Teraz może się to zmienić.

Zespół kierowany przez dr. Christiana Gluuda i dr. Gorana Bjelakovica ze szpitala uniwersyteckiego w Kopenhadze przeanalizował 68 programów badawczych, w których udział wzięło ponad 232 tys. uczestników pochodzących z Europy, obu Ameryk, Azji i Australii. Ich celem było sprawdzenie, czy stosowanie najpopularniejszych przeciwutleniaczy rzeczywiście w jakikolwiek sposób wpływa na wskaźniki śmiertelności. Okazało się, że nie. “Nie stwierdziliśmy, by środki te znacząco zmniejszały bądź zwiększały ryzyko zgonu” - piszą w “JAMA” autorzy artykułu. Był to jednak dopiero początek ich pracy.

Gluud i Bjelakovic postanowili zaostrzyć kryteria porównywanych przez siebie badań. Do drugiego etapu zakwalifikowali tylko 47 programów, których jakość przeprowadzenia, a co za tym idzie, także wiarygodność wyników, były w ocenie naukowców najwyższe. Udział wzięło w nich ok. 181 tys. osób, z których część stosowała witaminy, a część placebo - nieaktywną biologicznie substancję. To właśnie wyniki tej drugiej analizy wywołują prawdziwe niedowierzanie.

Okazało się, że w porównaniu z ochotnikami zażywającymi placebo osoby zażywające witaminę E miały o 4 proc., beta-karoten o 7 proc., a witaminę A aż o 16 proc. większe ryzyko zgonu.

W przypadku witaminy C potwierdziło się, że nie ma ona wpływu na śmiertelność. Jedynym przeciwutleniaczem, który zmniejszał ryzyko śmierci, był selen.

Łykać? Nie łykać? Na pewno jeść

Dla naukowców z Kopenhagi wyniki ich badań nie pozostawiają wątpliwości. Christian Gluud pisze wprost, że: “witaminy A i E oraz beta-karoten nie powinny być od tej chwili rekomendowane dla konsumentów”. Uważa on, że niekorzystny wpływ tych produktów wynika z tego, że jako środki całkowicie syntetyczne nie przeszły tak rygorystycznych badań pod kątem toksyczności jak większość leków i środków farmaceutycznych opartych na składnikach biologicznych. Według niego pochopne eliminowanie wolnych rodników może ponadto zakłócać naturalne mechanizmy obronne naszego organizmu.

Zupełnie innego zdania jest prof. Meir Stampfer zajmujący się żywieniem i epidemiologią w Harvard School of Public Health. - Ta praca na pewno nie skłoni mnie do odstawienia witamin - powiedział w wywiadzie dla agencji AP.

Stampfer uważa, że analizowane przez Duńczyków badania zbyt różniły się od siebie, by na ich podstawie wyciągać tak daleko idące wnioski. - Trudno porównać program, w którym przez trzy miesiące obserwowano 109 rezydentów domu spokojnej starości, z programem, w którym udział wzięło 22 tys. lekarzy płci męskiej obserwowanych przez 12 lat. W takich przypadkach bardzo łatwo o mylną interpretację wyników - przekonuje Stampfer.

Podobny zarzut stawia Donald Berry kierujący departamentem biostatystyki na University of Texas. - Choć Duńczycy przekonali mnie, iż przeciwutleniacze nie chronią naszego zdrowia, to nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że mogą one zwiększać ryzyko śmierci. Przy tego typu analizach istnieje po prostu zbyt wiele możliwych interpretacji do wyboru - powiedział Berry.

Jak zakończy się ten spór - nie wiadomo. Jedno jest pewne - choćby dlatego, że dotyczy biznesu wartego miliardy dolarów - będzie długi i burzliwy.

Wydaje się, że na razie najrozsądniejszy głos w dyskusji należy do zwolenników tezy, iż najzdrowsza jest po prostu odpowiednia dieta bogata w naturalne witaminy pochodzące z warzyw i owoców.

zrodlo: gazeta.pl

........


To chemikalia powodują otyłość

luty 26, 2007

Otyłość może być skutkiem działania popularnych substancji chemicznych - taką rewolucyjną hipotezę przedstawili amerykańscy naukowcy na odbywającej się w San Francisco konferencji prestiżowego Amerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Nauki - pisze “Dziennik”.

Niebezpieczeństwo czai się w puszkach do napojów i części plastikowych butelek. Do ich produkcji używa się bisfenoli A - substancji chemicznej, która może powodować otyłość. Na jej działanie najbardziej narażone są dzieci jeszcze przed narodzeniem. Wystarczy, że kobieta w ciąży będzie piła wodę mineralną z butelki, przy której produkcji użyto bisfenoli A, a chemikalia zaburzą rozwój płodu w łonie matki, programując maleństwo do nieustannego gromadzenia zapasów tłuszczu. Ten proces trwa nadal po narodzinach i może powodować otyłość przez całe życie. Zwłaszcza że bisfenoli A używa się także przy produkcji butelek dla niemowląt.

Tymczasem w Polsce już niemal co piąte dziecko cierpi na nadwagę albo otyłość. Nadwaga dotyczy coraz częściej i tych dzieci, które zdrowo się odżywiają i mają dużo ruchu.

- Do tej pory powszechnie uzasadniało się to skłonnościami genetycznymi. Odkrycie Amerykanów może być prawdziwą rewolucją w profilaktyce otyłości. Może uda się uniknąć takiej zaprogramowanej nadwagi i skuteczniej walczyć o nasze zdrowie - mówi Dorota Kosecka, dietetyk z Gdańska.

Problem w tym, że szkodliwe substancje są dosłownie wszędzie i trudno będzie zmusić producentów tysięcy przedmiotów codziennego użytku, żeby przestali je stosować, zauważa “Dziennik”.

Źródło informacji: INTERIA.PL


Karmienie piersią poprawia status społeczny

luty 26, 2007

Karmione piersią dzieci mają większe szanse na odniesienie sukcesu i osiągnięcie wyższego statusu społecznego - uważają amerykańscy naukowcy. Wniosek taki wysnuli w oparciu o trwające przeszło 60 lat obserwacje 1400 osób, urodzonych w latach 1937-1939.

Badacze z University of Bristol zauważyli, że osoby karmione piersią aż o 41 proc. częściej zachodzą w życiu dalej niż te karmione butelką, przy czym zdecydowanie sprzyja temu wydłużenie okresu karmienia. Jednocześnie dowiedli, że rodzaj podawania pokarmu nie zależy od statusu i sytuacji finansowej rodziców.

Co ważne, w rodzinach, w których jedno z dzieci karmione było piersią, a reszta rodzeństwa za pomocą butelki, zaznaczały się wyraźne różnice w późniejszym życiu. Te pierwsze miały 16 proc. większe szanse na osiągnięcie sukcesu.

Kierujący badaniami dr Richard Martin mówi: - Wiemy, że karmienie piersią korzystnie wpływa na iloraz inteligencji, ogólny stan zdrowia i pozycję społeczną człowieka. Natomiast wciąż pozostaje niejasne, czy jest to efekt samego sposobu podawania dziecku pokarmu, czy może jednak pochodzenia i statusu jego rodziców. Martin podkreśla, że rozwiązanie tej zagadki wymaga dalszych badań.

Neonatolog , dr Andrew Lyon, mówi: - To fascynujące badania. Pokazują bowiem, że karmienie piersią zapewnia dziecku lepszy start. Jednak, co przyznają sami autorzy, musimy być na razie ostrożni z formułowaniem ostatecznych wniosków.

Specjalistka od żywienia dzieci, dr Mary Fewtrell z Institute of Child Health, dodaje: - Istnieją pewne epidemiologiczne dowody wskazujące, że karmienie piersią korzystnie wpływa na przyszły wzrost, funkcje poznawcze i inne aspekty zdrowotne jednostki. Może się więc okazać, że wyższy status społeczny nie zależy bezpośrednio od niego, ale od czynników, które wymieniłam.

zrodlo: onet.pl


Najlepszy sposób jedzenia czosnku

luty 26, 2007

Aby najlepiej wykorzystać zdrowotne walory czosnku, należy go zgnieść i odstawić na 10 minut przed zjedzeniem lub ugotowaniem - informuje “New Scientist.”

Badania nad tym ważnym dla zdrowia i gastronomii zagadnieniem przeprowadził Claudio Galmarini z Argentyny. Wykazał, że zgniatanie otwiera błony komórkowe i uwalnia enzym allinazę, pod którego wpływem powstają związki przeciwdziałające zakrzepom, z których najbardziej aktywnymi są allicyna i tiosulfinat. W nienaruszonych ząbkach czosnku allinaza pozostaje uwięziona.

Po 10 minutach czosnek można już zjeść na surowo - albo ugotować, ale nie dłużej niż przez 6 minut. Za długie gotowanie niszczy enzym.

zrodlo: onet.pl


Jedzenie owoców morza korzystne dla płodu

luty 26, 2007

Jedzenie owoców morza przez ciężarne kobiety korzystnie wpływa na rozwój neurologiczny ich nienarodzonych dzieci - donosi ostatni numer pisma “The Lancet”.

Owoce morza są bowiem podstawowym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, związków koniecznych do prawidłowego rozwoju mózgu. Jednak pomimo tego w wielu krajach świata, także USA, lekarze radzą przyszłym matkom ograniczenie spożycia tego typu pokarmu, ze względu na zawarte w nich neurotoksyny.

Grupa badaczy z National Institutes of Health i Bristol University, pod kierunkiem Josepha Hibbelna, postanowiła sprawdzić zasadność takiego postępowania oraz określić wszystkie potencjalne korzyści i zagrożenia. Przeprowadzili oni rozległe badania, które wykazały, że dzieci kobiet, spożywających poniżej 340 g ryb tygodniowo, mają znacznie niższy iloraz inteligencji niż pociechy mam, jedzących dużo pokarmu pochodzenia morskiego.

Ponadto restrykcyjne spożycie ryb wiązało się z większym ryzykiem przyszłych zaburzeń sprawności ruchowej oraz upośledzoną zdolnością komunikacji międzyludzkiej i gorszym przystosowaniem społecznym.

Autorzy podsumowują: - Nie znaleźliśmy żadnych dowodów popierających nakaz ograniczonego spożywania owoców morza przez przyszłe matki. Przeciwnie - uważamy, że ciężarne panie powinny jeść ich więcej. 340 g tygodniowo to za mało, aby dziecko zdrowo się rozwijało.

zrodlo: onet.pl


Oliwa z oliwek na wrzody żołądka

luty 14, 2007

Stosowanie oliwy z oliwek - chluby diety śródziemnomorskiej - może leczyć infekcje wywołane przez Helicobacter pylori, a także zapobiegać im - czytamy w lutowym wydaniu pisma “Journal of Agricultural and Food Chemistry”.
Helicobacter pylori to gram-ujemna bakteria, zasiedlająca błony śluzowe żołądka i dwunastnicy, a czasami także przełyku. Jest odporna na działanie kwasu żołądkowego.

Zakażenie następuje na drodze pokarmowej, najczęściej poprzez spożywanie pokarmu brudnymi rękami. Sprzyja mu również niedożywienie i brak witamin. Infekcję leczy się antybiotykami, jednak niektóre szczepy są odporne na ich działanie.

Obecność H. pylori prowadzi do rozwoju choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy. Sprzyja też zachorowaniom na nowotwory żołądka.

Szacuje się, że jest to najczęstsza infekcja bakteryjna na świecie. Występuje u 2/3 światowej populacji, czyli ponad dwóch miliardów osób. W Polsce dotyczy ponad 60 proc. społeczeństwa.

Wiadomo, że niektóre produkty spożywcze hamują wzrost bakterii i zapobiegają rozwojowi infekcji. Są to m.in. zielona herbata i sok żurawinowy.

Manuel Brenes z Instituto de la Grasa w hiszpańskiej Sewilli postanowił sprawdzić, czy podobnych właściwości nie posiada oliwa z oliwek.

Swoje badania prowadził na hodowlach komórek, pobranych z ludzkiego żołądka. Wykazał, że oliwa z oliwek zawiera pewne składniki fenolowe, które są niewrażliwe na działanie kwaśnego środowiska, dzięki czemu pozostają w żołądku przez wiele godzin. Jednocześnie substancje te wykazują silne właściwości antybakteryjne i potrafią zwalczać osiem głównych szczepów H. pylori (nawet tych opornych na antybiotyki).

“Uzyskane wyniki pozwalają mieć przekonanie, że oliwa z oliwek może być skutecznym środkiem, zapobiegającym wrzodom i nowotworom żołądka - podsumowuje Brenes. - Oczywiście, aby to potwierdzić, musimy przeprowadzić badania na ludziach”.